czwartek, 14 grudnia 2017

parę bzdur o zdrowym jedzeniu

Zdumiewające jest to jakiej świadomości jedzenia nabrałam przez ostatni czas. Łapię się za głowę kiedy przypominam sobie jak gotowali... i gotują moi rodzice. Tylko kiedyś jadłam tam codziennie, teraz raz, dwa razy w tygodniu. W sumie to zaczęłam się o nich martwić. Wszystko smażone, pełno tłuszczu... słone. Majonezy, białe pieczywo... A ja właśnie ugotowałam spaghetti, bez dodatku nawet kropli tłuszczu, co więcej z makaronem pełnoziarnistym, chudym mięsem i przecierem pomidorowym. Czuję się jak Pani Zdrówko! ;) A ile przynosi mi to radości :) Wczoraj robiłam sałatkę śledziową :) Buraki, ziemniaki gotowane bez soli, dwa jajka do posypania na wierzch i pan śledź i... odrobina majonezu. Zmartwiona majonezem, pobiegłam do komputera szukać zamienników. Okazało się że można kupić vege majonez :) I że wcale nie jest taki drogi :) Jakaż to dla mnie była radosna nowina :)

Poznałam swój organizm i widzę że najbardziej nie służą mi słodycze. Od mikołajek, miałam ich w domu pełno. (hm, w sumie nadal mam, ale już potrafię się powstrzymać ;)). Podjadanie słodyczy przyniosło mi problemy żołądkowe i 1kg więcej na wadze. O nie! Rzucam słodycze! Jeszcze kombinuję jak tu wymyślić zdrowego kebaba... ;) Ogólnie ich nie lubię, ale Mąż ostatnio zamówił takiego dobrego... że mam teraz straszną ochotę na kebaba! Ratuj się kto może! Muszę unikać miejsca gdzie tego kebaba sprzedają ;) A na mieście prosić męża o wizytę w sushi barze zamiast w KFC... ;) Znacie może jeszcze inne zdrowe jedzenie na mieście? :)

Nakręciłam się na zdrowy styl życia :) Chyba dlatego, że fizycznie ostatnio czuję się bardzo źle. Ciągle zmęczona, ciągle bez energii i ciągle "misie" nie chce. Moje serduszko też daje mi się we znaki. Rozpoczęłam kurację omega3, staram się więcej ruszać.

A niedługo święta! Macie już wszystkie prezenty? Różyczka już tak :)