sobota, 7 października 2017

nie wyrwiesz dziewczyny

Przez ostatnie kilka dni żyłam jak w bajce... a może mi się tylko tak wydawało? Patrzyłam na mojego Męża i Jego kolegów. Jakie to neandertalczyki! Mój Mąż tak się przy nich wyróżniał. Myślałam "ach, samiec alfa, ach nie jest brudasem, ach nie pali, nie pije za dużo i jeszcze nie może się doczekać aż kumple pójdą a on wskoczy przytulić się do żonki! No ach ach ach". Przez ostatnie kilka dni, obejrzał ze mną bajkę, był na zakupach, zaprosił mnie na obiad do restauracji a potem na pyszny deser, wytrzymał moje niezrozumiałe hormony, droczył się ze mną, był bardzo słodki.... Aż do... dwóch godzin temu. Wypalił nagle, że NICZYM SIĘ NIE INTERESUJĘ !!!!! Poczułam się jakbym dostała w twarz... Myślę, że każda kobietka, chciałaby być tak samo piękna jak i INTERESUJĄCA dla swojego faceta... Nie mogę przestać o tym myśleć... Ja się niczym nie interesuję? Ja? A kto chodzi na basen? Może nie jest to jakaś moja świetna super pasja, ale uczę się, próbuję pływać coraz lepiej. A kto gra na gitarze? Interesuje się psychologią i wychowywaniem dzieci? Każda kobieta się tym interesuje? Bo jest kobietą? A kto studiuje? A kto przy tym pracuje i zarabia NAWET WIĘCEJ niż Mąż (o czym jako delikatna kobieta, nie wspominam mu, przecież to męski honor "utrzymać rodzinę")? No hello. Interesuję się modą, jaki krem dobrać do twarzy, jaki zrobić sobie peeling, jak utrzymać młodość na dłużej...? To, że nie zatopiłam się w ani jednej tematyce tak bardzo, bardzo to znaczy że niczym się nie interesuję? Mąż, stwierdził, że gdyby ktoś się go zapytał, czym interesuje się Róża, to nie wiedziałby co odpowiedzieć... Zapytałam czym interesuje się Jego koleżanka z pracy... i odpowiedział od razu. Oczywiście, że się poryczałam! Oczywiście! No i co teraz. Jestem taka zrezygnowana. Nawet nie wiem jak dalej z nim rozmawiać, jak dalej z nim żyć... zabrał mi tym część mojej pewności siebie, mojej kobiecości... Przesadzam? Może.

piątek, 29 września 2017

i że będę Ci wybaczać... zawsze

W moim małżeństwie jest teraz bardzo słodko. Jak to Mąż dzisiaj powiedział "on się stara, ja się nie przypierdalam" i jest miło ;) W moich finansach też świetnie! To pierwszy miesiąc w naszym wspólnym życiu kiedy możemy odłożyć jakieś pieniądze. Zdrowie mi kuleje... problemy hormonalne, huśtawki nastrojów. Tak, z tym jest słabo. Ale pogoda jest lepsza :) A mi w końcu naprawili rower :) Kurde! Całe wakacje byłam bez mojej maszyny... całe szczęście... już jest! :) Zaraz zmykam do pracy, a potem miły wieczór z Mężem. Jakoś w końcu się ułoży, tak myślę :)

niedziela, 30 lipca 2017

niech śmieją się i drwią!

No i nie miałam nawet najmniejszej chwili żeby się z Wami spotkać... a w Krakowie byłam! Jest tam tak świetnie, że mogę szczerze uznać to miasto na jedno z moich ulubionych. Czuć taką atmosferę... jest tam, 'w moim języku' - bardzo artystycznie, co odczuwa nawet mój Mąż. A mi w takich ciekawych, pachnących innością miejscach niezwykle dobrze :) Nocleg mieliśmy niemalże na samej starówce, spało mi się bardzo dobrze. A dzień... cały dzień spędziliśmy w Enegylandi! :) Stąd brak mojego czasu na cokolwiek :) Swoją drogą, jestem z siebie bardzo dumna. Normalnie z zaciśniętymi zębami jeździłabym po wszystkich najbardziej ekstremalnych atrakcjach, a jeśli bym tego nie zrobiła, miałabym ogromne poczucie winy, że nie spróbowałam, że coś mnie ominęło. Tym razem, potrafiłam sobie wytłumaczyć, że nie muszę w życiu wszystkiego spróbować i że jeżeli dany zjazd daną kolejką będzie dla mnie udręka, to nie ma sensu żebym się w to pakowała. Jak pomyślałam, tak zrobiłam :)

Pociąg powrotny mieliśmy bardzo rano, obiecaliśmy rodzicom Męża, że zajmiemy się młodszymi siostrami Patryka, przyjeżdżamy do nich tacy umęczeni, otwieram drzwi... a tutaj cała rodzina stoi z tortem i śpiewa mi sto lat :) Ugięły się pode mną kolana. Mąż wszystko zorganizował !!!! Bardzo mi zaimponował. Wszyscy przyszli z prezentami, Teściowa zrobiła mój ulubiony tort, odpalili grilla, wszystko było takie piękne i niesamowite. Rodzinna sielanka. Tak, mogę teraz jasno powiedzieć, że byli tam praktycznie wszyscy najbliżsi ludzie memu sercu. To były najpiękniejsze urodziny mojego życia :)

Z moich nowych przemyśleń: warto walczyć o ludzi. To najlepsza inwestycja. Mam wrażenie że poddaję się i przestaję po pewnym czasie walczyć o przyjaźń, znajomości i zostaję sama... Zamierzam teraz skupić bardzo dużo swojej energii na innych, aby trochę im życie umilić :)

Niedługo zostaję Matką Chrzestną, więc ochoczo i z uwagą biorę udział w opiece nad moją chrześnicą. Jest cudowną i piękną dziewczynką. Dzisiaj nauczyłam się jak ją kąpać. Bardzo czuję ten instynkt macierzyński.